Ostatnio dawno tu się nie udzielałem, ale i nie było zbytnio o czym pisać, a i wakacyjny leń dał o sobie znać. Czas powoli z urlopu wracać do pracy, a tym samym do spraw związanych z emisją programu.
Szczerze mówiąc, to jeszcze do niedawna myślałem, ale o tym może później, teraz garść wyjaśnień dla tych, co zupełnie nie wiedzą, o co chodzi.
O tym, że obecnie w radiu dużą rolę spełnia komputer, nie muszę chyba nikogo przekonywać. Przez tego cyfrowego "stwora" radio straciło sporo ze swej magiczności i tajemniczości, ale zyskało na niezawodności. Wiadomo, dobrze zaprogramowana maszyna popełni mniej błędów od człowieka, który, jednak powinien mieć nad nią kontrolę.
W większości programów emisyjnych praca ich polega na odgrywaniu tzw. playlisty, czyli konkretnych plików ustawionych w odpowiedniej kolejności. Podobną playlistę widzimy w Winampie, foobarze czy innym domowym odtwarzaczu muzyki. Różnica jednak jest taka, że w dedykowanych programach emisyjnych playlista ta musi być przetworzona w pewien swoisty sposób. Ci wszyscy, którzy słuchają radia zapewne zauważyli, że nagrania, jak i jingle nakładają się końcami na siebie (tzw. Miksowanie na zakładkę). I o to właśnie chodzi, o to nakładanie, miksy, przejścia, czy crossfadey, jak kto woli. Jeśli ktoś chce się przekonać, jak to brzmi, wystarczy włączyć taką funkcję w swoim odtwarzaczu, lub poszukać odpowiedniej wtyczki np. do Winampa czy Foobara.
I teraz dochodzimy do sedna, czyli czym właściwie różni się takie robienie przejścia w Winampie, od przejścia w programie emisyjnym? A no tym, że w dedykowanej do tego aplikacji, czas każdego przejścia możemy ustawić indywidualnie. Punkty miksów, bo tak będę je nazywał w dalszej części, mogą być przechowywane w kilku miejscach. Najczęściej używane są do tego Tagi, zewnętrzne Metapliki, lub baza danych, a wszystko zależy od możliwości programu emisyjnego, z którego korzystamy. Ciekawie rozwiązane sprawy punktów Miksu mają Raduga jak i jej klon Zararadio, w tych programach bowiem punkty ustawia się w nazwie pliku, poprzedzając znaczkiem tyldy. Jeśli ktoś jednak miał wątpliwą przyjemność kiedyś opisywać tak choćby kilka nagrań zgodzi się ze mną, że pomysł zdecydowanie nie jest trafiony.
Jest także na rynku kilka programów, które bez opisywania miksują całkiem zgrabnie, że wymienię tu choćby Sam Broadcastera. Jeśli jednak chcemy, żeby wszystko grało dokładnie tak, jak sobie to wymyśliliśmy, konieczne będzie kilka minut na opisanie swojej playlisty, lub kilka-naście? godzin, jeśli od razu chcemy zaszaleć i opisać całą bazę. I teraz szczerze powiem, że do tego przekonał mnie dopiero Ten program. Stwierdziłem, że skoro już zainwestowałem w kartę specjalnie z myślą o tej aplikacji, to i sam muszę się odrobinę pomęczyć. Odsłuchałem jednego, drugiego szpiega i szczerze powiem, warto.
Swoją drogą, jakie to się wszystko oczywiste wydaje, kiedy już człowiek zatrybi, że musi być tak a nie inaczej. Przypominam sobie czasy, kilka lat temu, kiedy znajomy mówił mi, że radio bez procesora dźwięku to nie jest radio, a ja próbowałem go przekonać, że jest, bo gra i nawet takiej wielkiej różnicy poziomów nie ma między kawałkami, bo przecież realizator słyszy. No dobrze, to teraz kolejny punkt: Punktujcie sobie u słuchaczy dobrze ustawionymi punktami miksu i nie polegajcie na tym, co Wam przemiksuje automat. ;-)
O mAirList jeszcze nie słyszałem, przydałoby się go troszkę potestować :). Dzięki.
